karatekyokushin.info

Karate - sztuka walki

Rozmowa z sensei księdzem Stanisławem Sikorskim

- Przyznam, że czułem się zaskoczony, dowiedziawszy się, iż mieszka w Polsce ksiądz, który posiada stopień mistrzowski w kyokushin. Trudno przecież wyobrazić sobie osobę duchowną, która trenuje karate. Moje zdziwienie podzieli zapewne wiele osób.

- To bardzo typowe spojrzenie na zagadnienie. Ludzie, którzy dowiadują się, że ja, ksiądz katolicki, trenuję kyokushin, zwykle pytają mnie albo o to, jak godzę kapłaństwo z tą sztuką walki, albo, ilu przeciwników jestem w stanie pokonać jednocześnie.

- No właśnie, ilu?


- W karate chodzi przede wszystkim o pokonanie samego siebie, swoich wewnętrznych słabości. W naszym ośmiopunktowym kodeksie jest mowa między innymi o dążeniu do harmonii pomiędzy ciałem i duchem. Na tym właśnie polega karate. A pytanie o to, ilu przeciwników mogę pokonać, jest w tym wszystkim mało ważne. Karate pozwala wejść i spojrzeć w siebie. Jest tym, czego w codziennej gonitwie, bardzo nam dzisiaj brakuje. Czujemy się zagubieni, ponieważ zatraciliśmy wewnętrzną harmonię. Karate prowadzi do jej odzyskania.

- Karate czerpie swą filozofię z orientalnego pojmowania świata. W tym miejscu nie od rzeczy będzie pytanie, jak ksiądz godzi wewnętrznie ducha katolicyzmu z duchowością buddyzmu czy shintoizmu?

- Uważam, że Pan Bóg nie dal nikomu monopolu na prawdę o Naturze. W swojej nieskończonej dobroci rozrzucił ją po całej ziemi. Istnieją tylko różne drogi do jej poznania. Kultura europejska stała się bardzo zaborcza. Tymczasem potrzeba nam wiele pokory, żeby zrozumieć, że inne kultury przewyższają nas pod względem duchowym i wiele możemy się od nich nauczyć. Doszukujmy się tego, co nas łączy, a nie tego, co dzieli.

- Azjaci posiadają specyficzną mentalność, stanowiącą swoisty ewenement w społecznościach świata: hart ducha, pracowitość...

- No właśnie. Tego możemy im tylko zazdrościć. Podstawowym przykazaniem dalekowschodnich religii jest szacunek dla rodziców oraz starszych, co wśród mieszkańców Dalekiego Wschodu sprawdza się bardzo pięknie. Szacunek dla rodziców i starszych jest również główną zasadą karate.

- Jest to jednak dyscyplina, w której nabiera się umiejętności do walki z przeciwnikiem.

- Z karate wyciąga się przede wszystkim element walki, bo jest on najbardziej widoczny i efektowny. Jednak osoby, które zgłębiły istotę kyokushin, wiedzą, że walka jest jak gdyby konsekwencją długotrwałej pracy nad sobą i treningu fizycznego. Powtarzam: długotrwałej, bo nikt po trzech miesiącach, czy nawet latach, nie będzie potrafił sprawdzić się w walce.

- Istnieją poglądy, że karate, jako sztuka, powinna sztuką pozostać, a nie przybierać formę rywalizacji sportowej.

- Kyokushin jest sztuką i jak każda sztuka, posiada swoją specyfikę. Weźmy na przykład muzykę albo malarstwo. Adepci każdej sztuki chcą zwyczajnie, po ludzku, zaprezentować swe umiejętności. Muzycy dają koncerty, malarze organizują wystawy. Karatecy natomiast konfrontują swój kunszt podczas walki sportowej. Powiem panu, że trudno jest zaprezentować całą formę tego zagadnienia w formie przekazu słownego albo pisemnego. Jeden z mistrzów w dalekowschodnich sztukach walki powiedział, że nie wystarczy patrzyć na wodę, aby czuć jej smak. Trzeba się wody napić. W tym tkwi właśnie tajemnica karate.

- W swojej drodze kapłańskiej mocno zaangażował się ksiądz w pracę z dziećmi i młodzieżą. Wyraz temu nadało uhonorowanie księdza Orderem Uśmiechu.

- To prawda. Uczę dzieci języka niemieckiego. Oprócz tego, posiadając uprawnienia trenerskie, prowadzę z nimi zajęcia gimnastyczne. Jestem również instruktorem Związku Harcerstwa Polskiego. Nie muszę chyba dodawać, że zajmuję się grupą karate. Pasji mam tyle, że nigdy się nie nudzę.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał WOJCIECH SZCZAWIŃSKI


Artykuł z numeru Budo Karate.



data ostatniej modyfikacji: 2012-12-08 12:14:55
Wywiad z Masutatsu Oyama podczas pobytu w Polsce w 1993 roku.
"Intensywny trening służy bardziej wyrabianiu stanowczości ducha i pokonywaniu własnych słabości niż rozwijaniu silnego ciała."
Twórcę stylu kyokushin sosai Masutatsu Oyamę (1927-1994) nazywano „Ostatnim Samurajem". Po trwających 11 miesięcy pokazach karate, które w latach 50. dawał w Stanach Zjednoczonych (m. in. demonstrując walki z bykiem, które zabijał uderzeniem ręki), dziennikarze nadali mu także przydomek "Boska Ręka".
Masutatsu Oyama został twórcą potęgi kyokushin. Już za życia nazywano go “Ostatnim Samurajem”. Jego wyczynów na polu karate nie udało się powtórzyć żadnemu ze współczesnych mistrzów w dalekowschodnich sztukach walki. Masutatsu Oyama miał najwyższy stopień mistrzowski - 10. dan.
Na zdjęciu prof. dr hab. Zbigniew Religa i sosai Masutatsu Oyama w czasie Pucharu Europy w Kyokushin Karate „Oyama Cup '93" rozgrywanego w Katowicach.