karatekyokushin.info

Karate - sztuka walki

Rozmowa z shihan Makoto Nakamurą, dwukrotnym mistrzem świata w karate kyokushin

Wywiad z 1998 roku.

- Jest shihan dwukrotnym mistrzem świata w karate. Taki sukces daje w Japonii ogromny prestiż, szczególnie, że uprawia shihan styl kyokushin, uważany powszechnie za „najtwardszą" ze wszyst­kich odmian starojapońskich sztuk walki.


- Jest na świecie wielu dobrych karateków i nie chciałbym, żeby za bardzo mnie wyróżniać. Kyokushin wszak to przede wszystkim skromność. Pierwszy tytuł mistrzowski wywalczyłem w roku 1979. Drugi - cztery lata później. Pamiętam, ze bardzo wtedy na mnie liczono i gdyby nie udało mi się wywalczyć złotego medalu, z pewnością musiałbym popełnić harakiri (ten rodzaj śmierci samobójczej był wybierany przez samurajów wtedy, gdy tracili oni szacunek nie tylko w oczach otoczenia, ale także własnych - przyp. WS). My, Japończycy staramy się hołdować trady­cji samurajskiej. Pewne sprawy są dla nas sprawą honoru. Być może Europej­czykom trudno to zrozumieć.

- Obecnie karate nie jest już jednak domeną japoń­skich karateków. Najlepszy przy­kład, że złote medale MS wywalczyło też dwóch Polaków: Ewa Pawlikowska i Piotr Sawicki.

- Ten fakt jest tylko dowodem na to, iż w ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci sztuka kyokushin podbiła cały świat i przestała być dyscypliną her­metyczną. Świetnymi karatekami są nie tylko Polacy lecz także Brazylijczycy, Rosjanie... Uważam zresztą, ze wasi karatecy noszą w sobie podobne­go ducha walki jak Japończycy. Są w treningach bardzo rzetelni.

- Hołdujecie zwyczajom samurajskim, ale świat wyzbywa się rygorystycznych idei. Japonia jest dzisiaj równie skomercjalizowana jak Stany Zjednoczone. Czy aby karatecy nie dorabiają sobie tylko wzniosłej ideologii do uprawianej przez siebie dyscypliny?

Rozumiem, co ma pan na myśli. Sport jako taki nie jest mi obcy. W młodości trenowałem piłkę nożną i ping-ponga. Karate zacząłem dopiero uprawiać mając 20 lat. To prawda, ze dzisiaj w moim kraju nikt nie paraduje na ulicy w kimonie i z mieczem u boku. Młodzież far­buje sobie włosy, nosi dżinsy, a nawet zażywa narkotyki. Jakkolwiek ten świat wygląda, człowiek zawsze poszukuje jednak wartości uniwersalnych, wewnętrznej harmonii i czegoś, co pozwala odnaleźć siłę do licznych wyzwań, które otrzymuje od życia. Karate kyokushin spełnia te podstawowe potrzeby duchowe. Na tym opiera się jego idea.

- Zdaniem wielu ekspertów, nie jest rzeczą możliwą, by człowiek Zachodu zrozu­miał ducha i siłę mieszkańców Dalekiego Wschodu: zen, filozofię Konfucjusza czy Lao Tsy...

- To są jedynie teorie. Postępować szlachetnie i dążyć do ideałów może przecież każdy człowiek. Odrębność kulturowa me ma tutaj znaczenia. Czy chociażby wy, Polacy nie poświęcaliście życia w imię wolności, sprawiedliwości i braterstwa? Amerykanin Martin Luter King oddał życie za równouprawnienie czarnych i białych, Hindus Ghandi też był wojownikiem pokoju. Japończycy nie są więc narodem wybranym. Każdy człowiek może siebie budować, stawać się silniejszy i bardziej szlachetny. Wiem, że to trudne. Trzeba tylko przezwyciężyć wewnętrzną niemoc i kroczyć odważnie wybraną przez siebie drogą. Podobnie dzieje się w karate. Przykładowo Andrzej Drewniak, szef ruchu kyokushin w Polsce, przebywał w Japonii prawie 2 lata, przeszedł wręcz katorżniczy tren­ing, lecz wszystkiemu podołał. Może dlatego był jednym z najbardziej ulubionych uczniów z zagranicy twórcy stylu kyokushin, Masutatsu Oyamy.

- Ma shihan już prawie pięćdziesiąt lat. Czym więc jest dla shihana karate?

- Karate to moje życie. Tylko tyle mogę powiedzieć. Pewnych rzeczy nie można bowiem wyrazić słowami.

- Ale czy do spełniania ideałów konieczne jest zadawanie przeciwnikowi ciosów? Walka?

Mówiłem już o tradycji samurajskiej. Walka jest więc integralną częścią karate. Proszę jednak pamiętać, iż ta sztuka walki to nie to samo, co boks. Nam zależy przede wszystkim na rozwoju psychiki, duchowej siły, która pozwala człowiekowi lepiej rozumieć otaczającą go rzeczywistość. Sądzę zresztą, że taki właśnie powinien być cel każdej dziedziny ludzkiego życia: nauki, sztuki, sportu...
Jestem dwukrotnym mistrzem świata, lecz wiem, iż, jako karateka mam jeszcze długą drogę przed sobą, żeby zreali­zować ideały kyokushin. W tej dyscyplinie nie chodzi bowiem o zwyciężanie podczas zawodów. Nasz wielki mis­trz, Masutatsu Oyama powiedział, że prawdziwymi zwycięzcami są ci, którzy zwyciężają w pojedynkach dnia codzien­nego.

- Do Polski przy­jechał shihan po raz pierwszy. Czy nasi karate­cy mogą liczyć w przyszłości na szersze kontakty z dwukrotnym mistrzem świata?

- Mam nadzieję, że tak. Wasi ludzie bardzo angażują się w treningi, więc powrócę do Polski z przyjemnością.

- Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również i proszę serdecznie pozdrowić ode mnie wszystkich czytelników „Budo Karate".

Rozmawiał WOJCIECH SZCZAWIŃSKI


Artykuł z numeru Budo Karate:



data ostatniej modyfikacji: 2012-12-08 10:40:28
Masutatsu Oyama został twórcą potęgi kyokushin. Już za życia nazywano go “Ostatnim Samurajem”. Jego wyczynów na polu karate nie udało się powtórzyć żadnemu ze współczesnych mistrzów w dalekowschodnich sztukach walki. Masutatsu Oyama miał najwyższy stopień mistrzowski - 10. dan.
Życie tego człowieka było niezwykłe i to nie tylko dlatego, że całkowicie poświęcił je samodoskonaleniu i popularyzacji współczesnej sztuki walki w jej duchowych i fizycznych aspektach.
Co roku, 26 kwietnia, mija rocznica śmierci twórcy kyokushin karate sosai Masutatsu Oyamy. Wiele osób, nie mogących wybrać się do Japonii, z pewnością zadaje sobie pytanie, kim pozostał sosai Oyama w świadomości ludzi uprawiających karate i czy pamięć o jego niezwykłych czynach nie odeszła w zapomnienie.
Twórcę stylu kyokushin sosai Masutatsu Oyamę (1927-1994) nazywano „Ostatnim Samurajem". Po trwających 11 miesięcy pokazach karate, które w latach 50. dawał w Stanach Zjednoczonych (m. in. demonstrując walki z bykiem, które zabijał uderzeniem ręki), dziennikarze nadali mu także przydomek "Boska Ręka".
Gdyby ktoś mnie spytał, czemu należy w życiu poświęcić najwięcej czasu, odparłbym: „Ćwiczeniom". Więcej czasu przeznacz na ćwiczenia niż na sen. Bez względu na ich cel, nie będziesz żałował, jeśli stanie się to żelazną zasadą. Wśród istot ludzkich - jedynych stworzeń na Ziemi świadomych, co to znaczy żyć - najwyżej premiuje się umiejętności zdobyte. Ludzie zdolni są do prawdziwej nieograniczonej degradacji, są też zdolni do praktycznie nieograniczonego rozwoju i równie wielkich osiągnięć. Powodzenie zależy od celów i pilności w dążeniu do nich. Osoba o wzniosłych celach, ale leniwa, prawdopodobnie dba tylko o pozory. Jej intencje są na pokaz i mogą być przysłonięte żądzą władzy czy bogactwa.