karatekyokushin.info

Karate - sztuka walki

Klasztor Shaolin w reportażu z podróży do Chin

klasztor shaolin - Klasztor powstał za czasów dynastii Wei ok. 377 r. n. e.

Klasztor powstał za czasów dynastii Wei ok. 377 r. n. e. (?) w górskim ma­sywie Sung w prowincji Henan. Został założony przez cesarza Su Wen dla świętobliwego mistrza Bhadry.
Mistrz pragnął szkolić tam młodych mnichów w praktyce Buddy, nazwał więc to miejsce Młodym Lasem (Sha­olin si). Imię akademii rozsławił jednak Bodhidharma, mnich, którego życie owiane jest legendą.

Wylądowaliśmy.

Po dziesięciu i pot godzinie lotu zna­leźliśmy się w stolicy chińskiego bussinesu - Szanghaju. Miasto robi olbrzymie wrażenie, uważane przez Chińczyków za naj­większe w Chinach. Nie ma co się dzi­wić, w końcu liczba mieszkańców - 16,7 miliona to więcej niż w Pekinie (14 milionów). Szanghaj to stolica ekonomiczna Chin, Pekin - administracyjna.

Różnice między tymi dwoma miasta­mi są ogromne. Na ulicach widać zupeł­nie inaczej (lepiej) ubranych chińczyków, dużo więcej skuterów niż rowerów. Bardziej przypomina mi to wysoko uprzemysłowione miasto za­chodniej Europy niż typowy styl chiński. Budynki stojące po obu stronach rzeki Jangcy zostały wybudowane przez obcokrajowców w czasach, gdy istniała tam jeszcze specjalna strefa ekonomiczna angielsko-francusko-japońska.

Chińczycy, w celu zrównoważenia wpływów obcych kapitałów w Hong­kongu bardzo mocno inwestowali w to miasto, obecnie największy port XXI wieku, który jeszcze do połowy XIX wieku był małym portem rybac­kim. Podróż zaplanowaliśmy na 12 dni i tylko 3 dni przeznaczyliśmy na zwie­dzanie Szanghaju.

Udało nam się zwiedzić trzeci pod względem wysokości biurowiec na świecie, gdzie z 88 piętra widać prze­piękną panoramę. Szczególnie nocą, gdy miasto jest bajecznie oświetlone, widok zatyka dech w piersiach. Cieszy­my się, że jesteśmy za grubą szybą. Pojechaliśmy też do jednego z naj­starszych miast

w dorzeczu rzeki Jangcy

(zostało założone ok. V w. p.n.e.), „Chińskiej Wenecji" - Suzhou, gdzie kilkadziesiąt kilometrów od Szanghaju pływają dżonkami miejscowi przewoźnicy, podśpiewując sobie po swoje­mu. Nam udało się wprowadzić ak­centy polskie śpiewając na całe gardło stare piosenki harcerskie. Stare chiń­skie przysłowie mówi: „W niebie jest raj, a w Chinach raj jest w Suzhou i Hangzhou". Najszybsza kolej na świecie jest w ... Chinach.

Pociąg jadący z prędkością 431 km/h funkcjonuje na trasie centrum miasta- lotnisko. Przejażdżka w jedną stronę trwała 12 minut, w tym czasie przeje­chaliśmy ponad 30 kilometrów. Za oknami tak szybko przesuwają się ob­razy, że nie sposób dostrzec szczegóły.

1 stycznia 2005 r. otwarto pierwsze na świecie połączenie kolejowe tego typu. Koszt całej, zrealizowanej przez Niemców, inwestycji wyniósł 1,2 mi­liarda dolarów. Planowano także za­stosowanie tej technologii przy budowie linii kolejowej wielkich pręd­kości łączącej Szanghaj z Pekinem (ok. 1300 km), jednak wobec ogromnych kosztów zrezygnowano z tego.

Kolejny punkt programu to Klasztor Shaolin,

tajemnicze miejsce, do które­go ciągną pielgrzymki z całego świata. Klasztor powstał za czasów dynastii Wei ok. 377 r. n. e. (?) w górskim ma­sywie Sung w prowincji Henan. Został założony przez cesarza Su Wen dla świętobliwego mistrza Bhadry.

klasztor Shaolin - strażnik przy wejściu do klasztoru

Mistrz pragnął szkolić tam młodych mnichów w praktyce Buddy, nazwał więc to miejsce Młodym Lasem (Sha­olin si). Imię akademii rozsławił jednak Bodhidharma, mnich, którego życie owiane jest legendą.

Chińczycy uważają go za ojca kung fu. Japończycy - za wynalazcę jujutsu, wszyscy za - „Człowieka-Kota", po­gromcę łotrów. Jednak powstanie kung fu (właściwa nazwa to Wu Shu) datowane jest znacznie wcześniej, co potwierdzają m. in. wazy (ok. 700r. p. n. e.) z Thiensin, które przedstawiają pięściarskie sztuki walki. Niektóre przypisywane Bodhidarmie techniki ruchowe wywodzą się z wuqi- nxi (zabawy pięciu zwierząt, połączenia elementów dających praktykującemu długowieczność, tożsamych z później­szą „jogą 5 zwierząt").

Z początku mieszkający tam mnisi zajmowali się

tłumaczeniem świętych ksiąg z sanskrytu

na język chiński. Niektóre źródła po­dają, że Ta Mo (Bodhidarma) widząc, że braciszkowie byli słabi fizycznie i mieli problemy z koncentracją oraz medytacją, wprowadził 18 ćwiczeń poprawiających ich kondycję. Jednak powstanie chińskiego boksu nie nale­ży przypisywać jednej osobie, nie­mniej różne fakty wskazują na rozwijanie i doskonalenie kung fu przez całe generacje mistrzów wywo­dzących się z Klasztoru Shaolin.

Na tych, którzy w klasztorze nie byli, robi on wrażenie małego, ale pamię­tajmy, że takich klasztorów w Chinach było 5, a jedynie ten z prowincji Henan jest tym najsławniejszym, z którego wywodzą się najwięksi mistrzowie, między innymi Jet Li - znany z pierw­szej części filmu „Klasztor Shaolin", obecnie jeden z najlepszych aktorów kina akcji, grający perfekcyjne role mi­strza Wu Shu w filmach produkcji amerykańskiej.

Na wstępie jedziemy na pokaz do jednej ze szkół, która przygotowała podobną prezentację, do tej, która ostatnio gościła w Europie, pt. „Mnisi z Klasztoru Shaolin". Nieco okrojona, ale niesamowicie realna, walka róż­nych stylów, z użyciem różnych przyborów i przyrządów.

Krótki pokaz ćwiczeń wykonywa­nych na co dzień na porannej roz­grzewce w klasztorze. Duży podziw wzbudzili najmłodsi zawodnicy pre­zentujący poziom rozciągania równy najlepszym gimnastykom. Jeden z nich już na koniec pokazu ustawił się do zdjęcia ze wszystkimi ćwiczącymi, trzymając się za wyprostowana stopę nad głową przez ponad 5 minut.

Utrzymywanie się brzuchem na za­ostrzonym trójzębie, opieranie ostrej włóczni o gardło i rozbijanie kamieni dużym młotem na plecach, to nie tyl­ko dowód wyćwiczenia, ale i doskona­lej pracy nad rozwojem siły wewnętrznej Chi i szkoły „Żelaznej Ko­szuli".

Do jednego z ćwiczeń zaproszono grupę z widowni, która na zmianę usi­łowała oderwać od brzucha jednego z mnichów miskę. Starali się to zrobić pojedynczo, jak i całą grupą, ale nie dało rady. W identycznym ćwiczeniu dużo młodszego mnicha uniesiono do góry za taką samą miskę. Pokaz był bardzo dynamiczny, widać, że są to mnisi ćwiczący co dzień. Profesjona­lizm w każdym ruchu i brak stresu, czyli grupa prezentujących codziennie taki program.

Dzięki tej prezentacji grupa osób oglądających mogła podziwiać mi­strzostwo tych młodych ludzi. W po­równaniu z widowiskiem, które było w Europie brakowało pewnych ele­mentów, ale sama prezentacja była niezwykła.

Elementy Wu Shu mieszały się z Chi Kung, medytacja z ćwiczeniami wykra­czającymi często poza wyobrażenia przeciętnego człowieka. Być tam i to zobaczyć, dotknąć - to było właśnie tym elementem niezwykłości klasztoru i szkoły.

Po pokazie udaliśmy się już do sa­mego klasztoru, aby zwiedzić te słyn­ne mury i dotknąć wydeptanych miejsc gdzie ćwiczyli uczniowie.

Na siódmym dziedzińcu znajduje się pawilon z salą „Tysiąca Buddów", gdzie już za dawnych czasów mnisi ćwiczyli Wu Shu, a długie lata ćwiczeń w niskich, szerokich i przysadzistych pozycjach pozostawiły czterdzieści osiem par wgłębień w kamiennej po­sadzce. Słynna sala była, niestety, nie­dostępna, nie udało nam się tam poćwiczyć, gdyż została ona oddzielo­na od zwiedzających. Jedynie w czasie przechadzki „załapaliśmy" się na wspólne zdjęcie z jednym z Mistrzów Klasztoru.

Wielu obecnych najlepszych mi­strzów ćwiczących w klasztorze tak na­prawdę ćwiczy wysoko w górach w samotności. Shaolin jest jedynie miejscem, z którego rozpoczynają swoją drogę Wu Shu i gdzie otrzymu­ją oficjalne namaszczenie.

W niewielkiej odległości na zachód od klasztoru znajduje się cmentarz zbudowany z 241 ceglanych pagód, w których spoczywają szczątki znaczą­cych mnichów od dynastii Tang aż do dynastii Qing. Obecnie stanęła tam również pagoda zmarłego dwudzieste­go dziewiątego przeora klasztoru, De Chan.

Na północy znajdują się Jaskinie Bodhidharmy, w której, jak się uważa, sam Da Mo medytował przez ponad dziewięć lat. Wokół świątyni rozrzuco­ne na wschód, południe i północ, znaj­dują się stare ceglane pagody przechowujące szczątki utalentowa­nych mnichów. Hulał tam ostry wiatr, który pomimo gorącego popołudnia przyprawiał o gęsią skórkę. Czyżby nie wszystkim mistrzom podobały się od­wiedziny turystów?

W pobliżu klasztoru działa obecnie ponad 40 szkół, w których ćwiczy co­dziennie ponad 12.000 uczniów. Wy­jeżdżając z klasztoru w późnych godzinach wieczornych można było dostrzec, pomimo braku oświetlenia, na okolicznych placach tysiące ćwiczą­cych. Różnorodne formy - walkę z partnerem, walkę z użyciem miecza, halabardy, dwóch mieczy, kija, szabli, długiej szabli, łańcucha itp.

Kolejny punkt to Xi'an dokąd doje­chaliśmy pociągiem z „miejscami siedzącymi miękkimi". Za oknami widać było prowincje chińskie. W niektórych miejscach ludzie nie posiadający żad­nych środków utrzymania mieszkali w ziemiankach. Ale wszędzie było wi­dać porządek i czystość.

Pierwszy raz będąc w Chinach i zwiedzając prowincje chińskie, widać było dużo żebrających ludzi i brud do­okoła. Obecnie zostały wydane dekre­ty, że ma być utrzymywany porządek. Widnieją nawet tabliczki, na których widać napis „zakaz plucia", dotąd bo­wiem nawykiem Chińczyków było po­ranne plucia w celu oczyszczenia jamy ustnej i nosa.

Niedaleko Xi'an mieszczą się naj­większe, najciekawsze atrakcje tury­styczne prowincji Shaanxi, a wśród nich jest - uważana za jeden z najważ­niejszych i najoryginalniejszych zabyt­ków w skali światowej

8 Cud Świata - Armia Terakotowa

W tej części prowincji w odległych czasach mieściły się stolice dwóch pierwszych dynastii Cesarstwa Chiń­skiego. O wyborze tego miejsca decy­dowało naturalne obronne ukształtowanie terenu pomiędzy Rze­ką Żółtą (Huang), a górami Oinling. Pierwszą dynastią była dynastia Qin panująca w okresie od 221 do 207 ro­ku p.n.e., a po jej upadku władzę prze­jęła Zachodnia Dynastia Han (206 r. p.n.e. - 9 r.n.e.). Losy dynastii można poznać dzięki wykopaliskom archeolo­gicznym.

W 1974 roku rolnicy kopiący studnię natrafili na fragmenty posągów żołnie­rzy armii terakotowej. Fakt ten został uznany za największe wydarzenie ar­cheologiczne XX wieku. Odkryte zo­stały liczące ponad dwa tysiące lat figury terakotowej armii. W pierwszym pokładzie znalezisk archeologicznych wykonanych na głębokości 3-7 me­trów w korytarzach szerokich na trzy metry, oddzielonych specjalnie wybu­dowanymi ścianami, znaleziono sześć tysięcy żołnierzy terakotowych zwró­conych na wschód w szyku wojen­nym. Część z nich stanowią wojownicy na koniach, łucznicy, kusz­nicy, żołnierze piechoty trzymający miecze, piki czy inny sprzęt bojowy.

Uzbrojenie żołnierzy czy zbroje były w dużej części oryginalne, takie jak używane przez prawdziwych żołnierzy epoki. Całość uzupełnia kawalkada 35 koni ciągnących wyrzeźbione w drew­nie rydwany. W największym odkry­tym pawilonie znajduje się 11 długich korytarzy całkowicie wypełnionych fi­gurami wojowników naturalnej wielko­ści (1,80 m). Posągi mają cechy indywidualne: różnią się od siebie ubiorem, rysami twarzy, uczesaniem i orężem.

Znaleziono całą armię liczącą 8000 żołnierzy, ale odkopano tylko część, resztę pozostawiono, gdyż Chińczycy ocenili, że obecne środki i poziom na­uki nie jest wystarczający, aby w pełni zabezpieczyć te unikalne wykopaliska przed zniszczeniem.

Armia ta miała bronić dostępu do grobowca cesarza Qin Shi Huangdi. Był on pierwszym cesarzem, któremu udało się pokonać wszystkie kraje w epoce Walczących Królestw i zjed­noczyć Chiny. Został osadzony na tro­nie w roku 246 p.n.e. mając lat trzynaście, przyjął imię Pierwszego Ce­sarza i rozpoczął okres panowania dy­nastii Qin. Cesarz ten wprowadził pojęcie imperium, które z resztą funk­cjonuje do dziś. Kazał zburzyć mury obronne dawnych państewek we­wnątrz Chin, natomiast mury od stro­ny stepów na północy kazał połączyć nowo zbudowanymi w jedną całość. Wzdłuż muru ulokowane zostały garni­zony i ośrodki sygnalizacyjne, a dzie­sięciometrowej wysokości mur biegnący w dużej części przez okręgi stepowe i półpustynne miał pełnić funkcję zapory przed najazdami ko­czowniczych plemion z północy. Uda­ło mu się wprowadzić ujednolicony system miar i wag, usunął z obiegu muszle i monety różnych form, a zastąpił je wyłącznie

monetami ze stopu złota

oraz okrągłymi miedziakami, z dziurką w środku, które w podobnej formie przetrwały aż do początków wieku XX.

Wprowadził jednolity rozstaw kół na osiach wozów, dał również podstawę pisma używanego w Chinach do dziś. Uważany był za radykalnego reformatora i tyrana, którego dynastia upadła zaledwie cztery lata po jego śmierci. Despotę tego oskarża się o czystki, niszczenie ksiąg, walkę z religią, zmuszanie ludzi do morderczej pracy w ogromnych przedsięwzięciach budowlanych. Przypuszcza się, że przy samej tylko budowie Wielkie Muru z rozkazu cesarza pracowało dwa miliony robotników: niewolników, skazanych i chłopów, a przy powstawaniu grobowca cesarskiego ponad 700 tysięcy robotników.

Ostatni etap podróży to Pekin. Zaczynamy od placu Tian an men (Tian - niebo, nan - spokój, men - brama) - Plac Niebiańskiego Spokoju. Potem Zakazane Miasto. Koniecznie Wielki Mur w Badaling. Ta najdłuższa na świecie fortyfikacja, mająca ponad 6300 km długości powstała w III w. p.n.e. z rozkazu pierwszego cesarza Qin Shihuanga. Uznawana dziś za je- den z cudów świata i wpisany na listę UNESCO. Potem przejazd na teren Grobowców Cesarzy z Dynastii Ming. Ta największa na świecie nekropolia cesarska składa się z 13 grobowców, z których tylko dwa udostępnione są dla zwiedzających.

Następnie Pałac Letni położony nad brzegiem Jeziora Kunming. Ciągnie się tam 700-metrowy korytarz, którego sufit i kolumny pokrywają malowidła. Całość uzupełniają ogrody, wyspy, mosty - najsłynniejszy to siedemna­stowieczny most mający kształt łuku, wolno stojące posągi, np. wykonany z brązu posąg byka.

Zakupy na rynku Rynku Ya xiu, gdzie nareszcie udało nam się zakupić po­szukiwane miecze do Tai Chi Jian oraz wachlarze. Pozostał jedynie powrót do kraju, któ­ry zajął nam 10,5 godziny lotu do Am­sterdamu, a dalej do Warszawy.

Wszyscy zadowoleni, obkupieni, w jedwabne kołdry z fabryki jedwabiu, perły, figurki żołnierzy z muzeum w Xi'an, torby i walizki oraz niezliczone ilości pamiątek i różnych strojów. Chiny to bardzo ciekawy i tani dla nas kraj.

Przyszły rok to wyprawa do Tybetu (5 dni), na wyspę Hainan położoną na południu Chin na wysokości Laosu i Kambodży (5 dni) i krótki skok do Hong-Kongu na zakupy, a stamtąd już powrót samolotem do kraju.

autor reportażu: Mirosław Piotr Ciesielski


Artykuł z numeru Budo Karate:



data ostatniej modyfikacji: 2013-07-13 15:55:26
Wywiad z Masutatsu Oyama podczas pobytu w Polsce w 1993 roku.
"Intensywny trening służy bardziej wyrabianiu stanowczości ducha i pokonywaniu własnych słabości niż rozwijaniu silnego ciała."
Co roku, 26 kwietnia, mija rocznica śmierci twórcy kyokushin karate sosai Masutatsu Oyamy. Wiele osób, nie mogących wybrać się do Japonii, z pewnością zadaje sobie pytanie, kim pozostał sosai Oyama w świadomości ludzi uprawiających karate i czy pamięć o jego niezwykłych czynach nie odeszła w zapomnienie.
Życie tego człowieka było niezwykłe i to nie tylko dlatego, że całkowicie poświęcił je samodoskonaleniu i popularyzacji współczesnej sztuki walki w jej duchowych i fizycznych aspektach.
Masutatsu Oyama został twórcą potęgi kyokushin. Już za życia nazywano go “Ostatnim Samurajem”. Jego wyczynów na polu karate nie udało się powtórzyć żadnemu ze współczesnych mistrzów w dalekowschodnich sztukach walki. Masutatsu Oyama miał najwyższy stopień mistrzowski - 10. dan.